~Julie~
Kluby,
wielkie banery, ludzie w kolorowych strojach i natapirowanych włosach,
niesamowite… Stałam na chodniku jak wryta i przyglądałam się wszystkiemu. No
muszę przyznać że to robi na mnie wrażenie.
Spojrzałam
na zegarek – 21:00
Super,
ale wypadało by znaleźć jakieś miejsce na spanie, rozejrzałam się na około i
stwierdziłam że hotelu na pewno nie znajdę. Przeszłam parę uliczek i znalazłam
się przed klubem z wielkim napisem „TROUBADOUR”. Po wejściu do owego baru od
razu usiadłam przy jednym ze stolików. Chwilę później podeszła do mnie
wydekoltowana kelnerka, zamówiłam zwykłego drinka i patrzyłam jak idzie w
stronę lady gdy nagle zaczął do niej krzyczeć pewien mężczyzna: „Ty suko! Już
15 minut czekam piwo! Ile kurwa można?!” ale tamta nic chyba się już
przyzwyczaiła, nie zazdroszczę pracy…
Parę
minut później pod sceną zebrała się rzesza „fanów” a następnie na scenę wyszła
grupa pięciu muzyków. Chwilę później zaczęli grać dobre rockowe kawałki w
większości covery ale miło spędziłam ten wieczór przy dźwiękach muzyki, tłum
pod sceną cały czas szalał a cały występ trwał jakieś 1,5 godziny.
~Axl~
Po koncercie Izzy poszedł do kumpla po towar, Popcorn
podrywać kelnerki, Duff nachlał się i leżał przy ścianie, Slash zniknął i…
skończyło się na tym że sam siedziałem przy stoliku, no zajebiście nawet z kim
pogadać nie ma. Dopiero chwilę później zauważyłem że obok siedzi jakaś
dziewczyna. Sama. Podszedłem…
-Cześć –Zacząłem, ale chyba szatynka nie przekonała się
do mnie bo nic nie odpowiedziała.
-Hej
-Axl jestem, a ty jak się nazywasz?
-Julie
~Julie~
-Sama siedzisz?
- Tak a mam jakieś wyjście jak nikogo nie znam?!
-W sumie racja, ale skąd ty jesteś? Taki akcent masz
dziwny.
-Polska, takie małe coś w Europie…
Pogadałam trochę z Axlem, opowiedziałam co tu robię itd.
-No wiesz zawsze możesz spać u nas.
-Jasne, tak o wam się na chatę zwalę, tak?!
-Ale nam dziewczyny nie przeszkadzają… -Okej udam że nie
słyszę żadnego podtekstu w tej wypowiedzi…
-No dobra to idziemy?
-Teraz?
Do domu Axla było jakoś z 5 minut drogi. Stanęliśmy na
chodniku wtedy Rudy pokazał na jakąś obskurną kamienicę:
- No to jesteśmy!
-To tu?! O boże…
Powiem szczerze, że nie zaczyna się jakoś oryginalnie, dziewczyna z Polski zawitała do L.A., znalazła się w klubie na koncercie Gunsów i zamierza spędzić noc u nich w domu...
OdpowiedzUsuńAle nie przejmuj się. Takie są początki, bo każdy musi jakoś zacząć, nie?
Cieszę się, że powstają jeszcze nowe blogi z opowiadaniami. Także tego, pisz, bo jestem ciekawa dalszego rozwoju akcji. ;)
Wiem oryginalny początek to nie jest ale kurczę nie mogłam nic wymyślić. Chociaż obiecuję że dalej będzie ciekawie 8) a teraz lecę pisać :)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń