sobota, 24 października 2015

Rozdział 1

                                                                                                                                                            ~Julie~
                    
            Kluby, wielkie banery, ludzie w kolorowych strojach i natapirowanych włosach, niesamowite… Stałam na chodniku jak wryta i przyglądałam się wszystkiemu. No muszę przyznać że to robi na mnie wrażenie.
            Spojrzałam na zegarek – 21:00
            Super, ale wypadało by znaleźć jakieś miejsce na spanie, rozejrzałam się na około i stwierdziłam że hotelu na pewno nie znajdę. Przeszłam parę uliczek i znalazłam się przed klubem z wielkim napisem „TROUBADOUR”. Po wejściu do owego baru od razu usiadłam przy jednym ze stolików. Chwilę później podeszła do mnie wydekoltowana kelnerka, zamówiłam zwykłego drinka i patrzyłam jak idzie w stronę lady gdy nagle zaczął do niej krzyczeć pewien mężczyzna: „Ty suko! Już 15 minut czekam piwo! Ile kurwa można?!” ale tamta nic chyba się już przyzwyczaiła, nie zazdroszczę pracy…
            Parę minut później pod sceną zebrała się rzesza „fanów” a następnie na scenę wyszła grupa pięciu muzyków. Chwilę później zaczęli grać dobre rockowe kawałki w większości covery ale miło spędziłam ten wieczór przy dźwiękach muzyki, tłum pod sceną cały czas szalał a cały występ trwał jakieś 1,5 godziny.

                                                                                                                                                                ~Axl~

Po koncercie Izzy poszedł do kumpla po towar, Popcorn podrywać kelnerki, Duff nachlał się i leżał przy ścianie, Slash zniknął i… skończyło się na tym że sam siedziałem przy stoliku, no zajebiście nawet z kim pogadać nie ma. Dopiero chwilę później zauważyłem że obok siedzi jakaś dziewczyna. Sama. Podszedłem…
-Cześć –Zacząłem, ale chyba szatynka nie przekonała się do mnie bo nic nie odpowiedziała.
-Hej
-Axl jestem, a ty jak się nazywasz?
-Julie
                                                                                                                                                              ~Julie~ 
-Sama siedzisz?
- Tak a mam jakieś wyjście jak nikogo nie znam?!
-W sumie racja, ale skąd ty jesteś? Taki akcent masz dziwny.
-Polska, takie małe coś w Europie…

Pogadałam trochę z Axlem, opowiedziałam co tu robię itd.
-No wiesz zawsze możesz spać u nas.
-Jasne, tak o wam się na chatę zwalę, tak?!
-Ale nam dziewczyny nie przeszkadzają… -Okej udam że nie słyszę żadnego podtekstu w tej wypowiedzi…
-No dobra to idziemy?
-Teraz?

Do domu Axla było jakoś z 5 minut drogi. Stanęliśmy na chodniku wtedy Rudy pokazał na jakąś obskurną kamienicę:
- No to jesteśmy!

-To tu?! O boże…

3 komentarze:

  1. Powiem szczerze, że nie zaczyna się jakoś oryginalnie, dziewczyna z Polski zawitała do L.A., znalazła się w klubie na koncercie Gunsów i zamierza spędzić noc u nich w domu...
    Ale nie przejmuj się. Takie są początki, bo każdy musi jakoś zacząć, nie?
    Cieszę się, że powstają jeszcze nowe blogi z opowiadaniami. Także tego, pisz, bo jestem ciekawa dalszego rozwoju akcji. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem oryginalny początek to nie jest ale kurczę nie mogłam nic wymyślić. Chociaż obiecuję że dalej będzie ciekawie 8) a teraz lecę pisać :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń